| |
|
|
| Zwolnij!
|
Plakaty, reklamy, bilbordy, markety,
drogerie, kosmetyki, salony
piękności, pokazy mody, zdjęcia na
okładkach kolorowych gazet. Mówią,
krzyczą, pokazują, przekonują,
głoszą, nawołują, że życie to olimpiada,
w której zwycięża ten, kto
umie szybko biec do kariery, zarabia
więcej niż sąsiad, a przy okazji jest
piękny i młody. Cel to samorealizacja
i szacunek konkurencji. Aby to
osiągnąć, nie można się rozpraszać
takimi rzeczami jak myśl o przyszłości,
śmierci, wieczności. Trzeba
mieć cel ciągle przed oczami i biec,
biec, byle prędzej, bez ustanku, bez
zatrzymania. Biec.
W cichym kościele, w półmroku
rozświetlonym przez małe lampki
i świece, dziecko cichutko idzie
w stronę ołtarza. Zatrzymuje się
przed stopniami, przyklęka i powolutku,
z namaszczeniem, jakby
dotykało czegoś kruchego, a jednocześnie
budzącego szacunek, całuje
postawiony tam krzyż. Na krzyżu
jest rzeźba przedstawiająca człowieka,
którego twarz wykrzywia grymas
bólu. Jego ręce i nogi są przybite do
desek, głowę zdobi cierniowa korona.
Z ran płynie krew. Ten człowiek
nie mógł biec, ten człowiek nie był
piękny, chociaż młody. Ten człowiek
umierał. Budził pogardę i politowanie.
A dziecko patrzyło na stojący
przed nim wizerunek ze czcią, jaką
darzy się tylko osoby niezwykłe,
z którymi wiąże się niesamowita tajemnica.
Zmartwychwstanie musiała poprzedzić
śmierć, nauczanie poprzedziła
pustynia, a Wielkanoc poprzedza
Wielki Post. Może wszystko,
co dobre, szlachetne i trwałe, musi
rodzić się w bólu i trudzie, o którym
czytamy w Księdze Rodzaju. Kiedy
poszczę, doświadczam braku czegoś,
odczuwam potrzebę, której nie
mogę zaspokoić, uczę się pokory,
cierpliwości i oczekiwania. Czekania
na Tego, który zawsze przychodzi
i zwycięża za mnie, chociaż nie
zawsze robi to w tym momencie,
w którym chcę. I coraz bardziej
przekonuję się, że można trochę
więcej ufać, bo nieważne, czy od
śmierci do zmartwychwstania minie
dużo czy mało czasu, w końcu wstanie
radosny poranek.
Doświadczenie braku przypomina,
żeby spojrzeć w stronę Tego, który
daje. Kiedy dary płyną z góry nieustannie,
po pewnym czasie mogą
nie być już odbierane jako dar, ale
jako danina. To może budzić postawę
roszczeniową i przekonanie,
że nikt nie jest już nam potrzebny
do szczęścia. Wtedy można nawet
zapomnieć o istnieniu Dawcy albo
o tym, kim On jest. Post uczy pokory.
Uczy też panowania nad sobą.
A przy okazji to szkoła charakteru.
Z Wielkim Postem wiąże się też
wyjście na pustynię. To czas, kiedy
można zatrzymać się w pędzie
życia, popatrzeć na pewne sprawy
z dystansu, zastanowić się nad tym,
czy idę w dobrym kierunku. Sztuką
jest świadomie zaplanować sobie
moment odpoczynku od zarabiania,
sprawiania dobrego wrażenia,
ciężkiej pracy i kariery.
Zatrzymać się i stanąć –
stanąć w prawdzie. Pomaga
w tym rozważanie
męki i śmierci Chrystusa.
Spojrzenie na Jego
śmierć skłania do refleksji
nad swoją śmiercią.
Kiedy wyobrażam sobie
swoją śmierć, uświadamiam
sobie, że jestem
śmiertelniczką, nie panuję
nad wszystkim, nie
jestem wszechmogąca.
Cmentarz leczy z pychy,
a uczy pokory. Pomaga
stanąć w prawdzie, czyli uznać,
że jestem tym, kim jestem, a więc
ustawić obraz siebie pomiędzy zbytnim
uniżaniem się prowadzącym do
utraty poczucia własnej wartości,
a postawą: „jestem najważniejsza,
wszystko mogę i nikt nie jest mi potrzebny
do szczęścia”. Chodzi o to,
żeby uznać Boga za Boga, a siebie
za człowieka, i pamiętać, że Bóg jest
Panem i Władcą świata, ale jednocześnie
jest dobrym Ojcem, kocha
nas najbardziej na świecie i pragnie
naszego dobra, o czym najpełniej
świadczy śmierć Chrystusa, dzięki
której możemy otrzymać życie
wieczne. Kiedy o tym pamiętam,
nie muszę bać się, że znowu coś nie
udało się idealnie, nie muszę walczyć
z wiatrakami i szukać problemów
tam, gdzie ich nie ma, a jednocześnie
nie mogę pozostać obojętna
wobec Miłości, muszę i chcę wzrastać
w wierze i dążyć do tego, by
być święta.
Można biec całe życie po to tylko,
żeby po dotarciu do mety dowiedzieć
się, że pomyliło się kierunek
i nie otrzymać nagrody. Można też
czasem stanąć, pomyśleć, popatrzeć
na mapę, jak dziecko zachwycić się
budzącym u innych odrazę i zauważyć
to, co dla wielu niezauważalne
– wąską, kamienistą drogę pod górę,
która – choć trudna – prowadzi do
prawdziwego celu, do wiecznej nagrody,
do przebywania z Bogiem na
zawsze, w pokoju, bez pośpiechu,
bez lęku.
Anna Kapłańska
| |
|